Wielkie kamienie

Kamienne słupy z okolic Carnac w Bretanii, mające niekiedy 17 metrów wysokości, są owiane licznymi mitami i legendami. Stoją już od sześciu tysięcy lat. Po co je ustawiono? Kto dokonał tego niesłychanego wyczynu? Nie wiemy. Tysiące takich prehistorycznych, kamiennych gigantów znajduje się w Europie i Afryce Północnej, w Syrii i Palestynie. Czy wyznaczają starożytne miejsca kultu? Czy są to stele grobowe, a może trony bogów? Dziś naukowcy przypuszczają, że najsłynniejszy pomnik kultury megalitycznej, krąg kamienny w Stonehenge, mógł służyć do pomiarów astronomicznych. Jak jedna ludzie okresu neolitu mieliby posiąść wiedzę astronomiczną, która nawet dziś zdumiewa?

W pobliżu niewielkiej miejscowości Locmariaquer w Bretanii leży roztrzaskany na cztery części kamienny blok gruboziarnistego granitu. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, ponieważ tego rodzaju podłużne, granitowe monolity są pochodzenia naturalnego i nie należą do rzadkości na zachodnim wybrzeżu półwyspu Quiberon, zwanym Côte Sauvage - czyli Dziki Brzeg. Tyle, że to wybrzeże oddalone jest w linii prostej o 15 km na zachód. Lądem jest z pewnością co najmniej dwa razy dalej, ponieważ między skalisty brzeg i Locmariaquer wciska się morska zatoka. Droga wodna wokół półwyspu liczy sobie nie mniej niż 25 km.

Ktoś zatem musiał przetransportować potężny kamień na jego obecne miejsce. I miał po temu jakiś bardzo ważny powód, granitowy kolos waży bowiem 347,53 t, czyli jest o całe 40 t cięższy od wyładowanego jumbo jeta! Kiedy nie był jeszcze potrzaskany, mierzył 20,3 m, a więc przewyższał sześciopiętrowy budynek. nie bez przyczyny mówimy o wysokości, a nie o długości, gdyż ci, którzy go przetransportowali do Locmariaquer, ustawili go tam pionowo. Podstawa sięgała nieco ponad 3 m w głąb ziemi, tak więc potężny kamienny obelisk wystrzelał na 17 m ponad płaską okolicę.

Można raczej wykluczyć, że granitowy monolit runął już w momencie ustawiania, ponieważ pod leżącym na ziemi kolosem archeolodzy odkryli zabytki gallo-romańskie. Menhir ustawiono zapewne około 2000 roku p. Chr., a więc w okresie neolitu, upadł zaś dopiero znacznie później, grzebiąc pod sobą młodsze znaleziska.

O tym, kto sprowadził tutaj Men-Er-Grah - bo tak się nazywa potężny obelisk - możemy wnioskować na podstawie jego datowania. 4000 lat temu na północnym zachodzie Francji mieszkali Armorykanie, których przodków przynajmniej po części należy szukać wśród przedstawicieli człowieka kromaniońskiego, najstarszej znanej w Europie rasy Homo sapiens. Armorykanie byli rolnikami i rybakami; na swoich lekkich, plecionych z wikliny łódkach o burtach obciąganych skórą zapuszczali się aż na otwarte morze.

Jednego jednak na pewno nie znali - cywilizacji miejskiej podobnej do tych, które rozwijały się w tamtych czasach w Mezopotamii i Egipcie. Fakt ten nie ułatwiał zadania archeologom próbującym konstruować teorie dotyczące sposobów transportowania i ustawienia wielkiego kamienia. Bo przecież twierdzili, że do przetransportowania na rolkach tego mającego 134,5 m3 i ważącego bez mała 348 t monolitu potrzeba było co najmniej 3 tysięcy ludzi! Wykluczenie tej możliwości nasunęło fantastom pomysł, że to znający czary kapłani przenosili ogromne ciężary drogą telekinezy, a więc wyłącznie siłą swoich myśli.

Kapłani-czarownicy przenosili wielkie bloki?
Wyjaśnienie, które zaproponował francuski archeolog Z. Le Rouzic w pierwszej dekadzie naszego stulecia, brzmi o wiele bardziej przekonująco. Otóż naukowiec ten dowiódł praktycznie, że stu zręcznych mężczyzn za pomocą odpowiednio użytych dźwigni jest w stanie przemieszczać nawet bardzo wielkie monolity. Jeśli zaś użyć do tego wołów jako zwierząt pociągowych, pozwoliłoby to rozwiązać problem nakładu sił.

Dla trzeźwo myślącego technika eksperymenty Le Rouzica są być może wystarczające, dla mistyka okazują się jednak zbyt banalne. Równie banalne wyda mu się uzasadnienie, jakie niektórzy archeolodzy podają w odniesieniu do Men-Er-Grah. Otóż uważają oni, że kamienny blok był żeglugowym punktem orientacyjnym, bowiem ustawiono go w miejscu bardzo ważnym z punktu widzenia nawigacji łodzi w epoce kamiennej: wskazuje on wejście z otwartego morza do zatoki Morbihan i ujścia rzeki Auray.

Na pierwszy rzut oka teoria taka wydaje się prawdopodobna. Jednak nie wszystko jest takie proste. Menhiry, takie jak Men-Er-Grah, nie są w Bretanii rzadkością i jakkolwiek żaden inny kamień nie dorównuje mu wielkością, liczne monolity po dziś dzień wznoszą się na wysokość kilku metrów. Największy ze stojących jeszcze menhirów (nazwę tę archeolodzy zapożyczyli z języka celtyckiego: men - kamień, hir - wysoki, długi), monolit z Kerloas koło Plouarzel, mierzy 12 metrów. Większość z nich nie stoi jednak wcale na brzegu morza, a więc nie można twierdzić, że są to znaki żeglugowe.

Bezpośrednio obok kamiennego olbrzyma Men-Er-Grah znajduje się długi na 168 m i szeroki na 30 m grobowiec z epoki kamiennej. Czyżby więc granitowy słup był czymś w rodzaju nagrobnej steli? Mógłby za tym przemawiać przekaz Starego Testamentu. Otóż ponad 3700 lat temu, a więc mniej więcej w czasie, gdy stawiano gigantyczne monolity w Bretanii, w pobliżu Betlejem zmarła żona Jakuba. "Jakub ustawił stelę na jej grobie. Kamień stoi na grobie Racheli po dziś dzień". Tak opisano ten pochówek w księdze Mojżesza (Rdz 35, 20). Grób Racheli przetrwał więc w Palestynie w niezmienionym stanie przez całe tysiąclecia. A kamienna stela to właśnie menhir!

Może pojawić się zarzut, że grób Racheli oddziela od menhirów z Bretanii 4000 km. Cóż więc jedno może mieć wspólnego z drugim? Argument ten jednak traci na znaczeniu, gdy weźmiemy pod uwagę, że kamienne słupy z północy Francji nie są zjawiskiem odosobnionym. Tysiące podobnych pomników rozsiane są po całej Europie i Północnej Afryce, znajdujemy je w Grecji i Apulii, na Sycylii, Sardynii, Korsyce i Balearach, w północnych Włoszech, południowej Francji, w Szwajcarii i Austrii, w południowej, zachodniej i północnej Hiszpanii, w Portugalii, całej zachodniej i północnej Francji, na Wyspach Brytyjskich, w Belgii , Holandii, północnych Niemczech, Danii, a nawet w południowej Skandynawii. Wzdłuż wybrzeży Morza Śródziemnego ciągną się od Libii do Maroka i dalej na południe aż po Senegal, nie brakuje ich także w Gambii. Są też w Syrii i Palestynie. Archeolodzy mówią w związku z tym o kulturze megalitycznej. Mega oznacza po grecku wielki, a lithos zaś - to kamień.

Czy zatem wszystkie te wielkie kamienie były nagrobnymi stelami? Jest to o tyle nieprawdopodobne, że w wielu miejscach występują one w grupach, ustawione w kręgach o okrągłym lub jajowatym kształcie, w długie szeregi, albo - jak na Saharze Zachodniej - w rodzaj paraboli. I rzadko w ich pobliżu znajdują się grobowce.

Być może pomocna okaże się wiedza, gdzie szukać korzeni kultury megalitycznej. Trzeba jednak pamiętać, że samo pojęcie kultury megalitycznej jest mylące. Niczego takiego bowiem nie było, tak jak nie można dzisiaj mówić o kulturze wieżowców. Idea megalityczna rozprzestrzeniła się obejmując swoim wpływem najróżniejsze ludy i kultury. Skąd się jednak wzięła?

W drugim tomie swojej "Prehistorii ludzkości" z roku 1963 prof. Herbert Kühn podaje dość wiarygodnie brzmiące wyjaśnienie. Pisze on: "Wielka liczba owych megalitów na wyspach Morza Śródziemnego, na Balearach, Sardynii, Korsyce, Malcie, Gozo oraz w całej Afryce północnej wskazuje na wschodnie obszary Morza Śródziemnego, na których trwała nieustanna rywalizacja między wysoko rozwiniętymi cywilizacjami Egiptu i Mezopotamii - a mianowicie na Syrię i Palestynę". Profesor Kühn szczegółowo opisuje, jakimi drogami - jego zdaniem - idea megalityczna rozprzestrzeniła się w ciągu stuleci po Europie: "Eksploatacja nowych złóż cyny stanowiła dla Orientu ważki powód kolonizacji na obszarze Śródziemnomorza". Tam właśnie budowniczowie magalitów zaszczepili najpierw swoją ideę. Potem, drogą morską, przenosiła się ona coraz dalej i dalej: "[...] wzdłuż północnych wybrzeży Afryki do Hiszpanii, Francji, Anglii i Skandynawii. Nie była to wędrówka ludów, lecz kolonizacja".

Szlak lądowy znaczony wielkimi megalitami biegnie z południa Francji na północ, ku brzegom kanału La Manche. Czy był to skrót znacznie dłuższego morskiego szlaku handlowego, który musiał obiegać Półwysep Iberyjski? Przypuszczenie takie doskonale pasuje do obrazu kolonizacji Europy przez nosicieli idei megalitów, podobnie jak fakt, że rzędy menhirów Carnac w północno-zachodniej Francji do złudzenia przypominają te z Gezer w Palestynie. Nie dziwi zatem, że egipskie paciorki znajdowane są w irlandzkich kamiennych grobowcach.

Fizyka atomowa podważa teorie
Zdawało się, wszystkie kamyki układanki doskonale do siebie pasują. Ale był to rok 1963. Tymczasem jednak datowanie metodą węgla radioaktywnego C14 rzuciło nowe światło na kwestię megalitów, zarazem przyczyniając się do podważenia wcześniejszych poglądów. Jeśli teoria kolonizacji miałaby być słuszna, to kultura megalityczna powinna się rozprzestrzeniać stopniowo z obszaru Śródziemnomorza przez Portugalię i północną Hiszpanię po północno-zachodnią Francję i dalej, na Wyspy Brytyjskie.

Nowsze datowania brytyjskiej uczonej Elisabeth Shee przyniosły jednak niespodziankę: najstarsze groby korytarzowe w Bretanii pochodzą z ok. 3900 roku p. Chr., są więc co najmniej o trzy czwarte tysiąclecia starsze niż te z Portugalii. Z kolei megality z południowej Hiszpanii i wysp Morza Śródziemnego są młodsze od portugalskich. "Jeśli w przyszłości nie uda się ustalić żadnych wcześniejszych datowań (dla Półwyspu Iberyjskiego) - pisze brytyjska uczona - pojawi się potrzeba poważnego rozważenia, czy korytarzowe groby z Bretanii nie są najstarszymi megalitami w Europie atlantyckiej".

Także wiele megalitycznych zabytków z Wysp Brytyjskich pochodzi z o wiele wcześniejszego okresu niż zakładał to jeszcze w 1963 roku profesor Kühn. "W Wielkiej Brytanii wszystkie budowle megalityczne przypadają na epokę brązu, a więc po roku 1800 p. Chr." - pisał profesor. Tymczasem datowanie metodą radiowęglową wykazało, że ich wiek sięga połowy trzeciego tysiąclecia p. Chr.

Sprawa pochodzenia wielkich kamieni nadal więc okryta jest tajemnicą. Badania nad kulturą megalityczną wzbogaciły się o kolejną zagadkę, która wcześniej wydawała się prawie rozwiązana.

Nierozstrzygnięta jest też kwestia znaczenia menhirów. O ile bowiem funkcja wspomnianych grobowców megalitycznych, grobów korytarzowych i dolmenów została jednoznacznie określona dzięki znaleziskom, to przynajmniej w odniesieniu do wolno stojących menhirów badacze skazani są jedynie na domysły. Jedno wydaje się jasne: kamienne słupy stoją w starożytnych miejscach kultu. Ponieważ nie mogły służyć żadnemu praktycznemu celowi, należy przyjąć, że niebywały trud ich ustawienia podjęto wyłącznie ze względów rytualnych. I rzeczywiście: na wiejskich obszarach północno-zachodniej Francji oraz na Wyspach Brytyjskich dawne kulty zachowały się aż do średniowiecza. Stopniowo wypierane przez rozprzestrzeniającą się religię chrześcijańską stawały się synonimem sił nieczystych. To dlatego wiele świętych niegdyś kamieni nosi dziś nazwy takie, jak "Strzała diabła", "Diabelski piec", czy "Tarcza diabła".

Stojące po dziś dzień menhiry nierzadko łączy się z duchami i innymi zjawiskami nadprzyrodzonymi. Często też uchodzą one za zaczarowane istoty, które co pewien czas powracają do życia, by wykonać określone czynności: biegają, tańczą, poruszają się po okręgu (najczęściej trzy albo dziewięć razy) albo trzykrotnie obiegają staw. Ludzie udają się do pobliskiej rzeki czy jeziora, tam piją wodę lub się kąpią, by potem wrócić na miejsce i ponownie obrócić się w kamień.

Wszystko to można by uznać za bajki, które rodzice mieszkający w pobliżu kamiennych monumentów wymyślają dla swoich dzieci, gdyby nie zadziwiające zbieżności pojawiające się w tych przekazach. Na przykład wszystkie kamienie ożywają w bardzo określonych porach doby czy roku: o północy, o wschodzie słońca, w południe, w noc świętojańską albo w dniu zimowego przesilenia. Również święta chrześcijańskie mają swoje miejsce w tym schemacie: poranek pierwszego dnia Bożego Narodzenia, Niedziele Wielkanocna czy Dzień Zaduszny. W starych sagach bezustannie powtarzają się te pory, stale też powracają magiczne liczby trzy i dziewięć, niekiedy także siedem.

Pewne światło na ten mroczny świat sag rzucają stare bretońskie zwyczaje, które przetrwały aż do początków XX wieku. Najczęściej mają one chrześcijański sztafaż, datujący się od średniowiecza, lecz korzeniami sięgają w mroki przeszłości co najmniej tak zamierzchłej, jak zwyczaj ustawiania bożonarodzeniowego drzewka, przejęty najprawdopodobniej ze starogermańskiego święta zimy (Julfest). Tam, gdzie Kościół chrześcijański nie był w stanie wyplenić starożytnego zwyczaju, włączał go po prostu do swojej tradycji, nadając mu nowy sens. Niejeden ze starych, bretońskich menhirów został "schrystianizowany" poprzez wyrycie na nim znaku bądź wręcz ociosanie go w kształcie krzyża.

Pogańskie zwyczaje w chrześcijańskim sztafażu
Obchodzone po dziś dzień tzw. pardons, procesje kościelne, w których uczestniczy niekiedy do 20 biskupów, bez wątpienia wywodzą się z przedchrześcijańskich uroczystości, które odbywały się w tych samych porach, kiedy wedle starożytnych przekazów miały tańczyć kamienie. Jeszcze do niedawna w Bretanii szczególnie uroczyście obchodzono dzień świętego Jana, przypadający na 23 czerwca. Badacz prehistorii Werner Hülle tak o tym pisał w roku 1876: "Jeszcze przed zapadnięciem zmroku zapalano dymiące ogniska, przepędzając przez nie stada krów, świń, koni i owiec, aby ustrzec je przed chorobami i wilkami. Na koniec wszyscy mieszkańcy skakali przez ogień. Po zapadnięciu całkowitych ciemności zapalano wielki stos drewna, wokół którego w zamierzchłych czasach ustawiano jeszcze kamienie w przekonaniu, że duchy zmarłych usiądą na nich, by się ogrzać. Na trójnogu zawieszano wielki miedziany kocioł z odrobiną wody, do której wrzucano nóż albo różany wieniec. Następnie dwóch mężczyzn za pomocą plecionki z sitowia albo wikliny, wykonując ruchy podobne do dojenia, wprawiało kocioł w wibracje, tak że zaczynał on wydawać niosący się na dużą odległość organowy ton, którym pozdrawiali sąsiednie wioski [...] Następnego ranka przychodziły dzieci, żeby sprawdzić, czy święty Jan pozostawił na popiele ślady drewniaków, i były szczęśliwe widząc ten pomyślny znak. następnie garściami rozrzucały popiół po polach".

W relacji tej odnajdujemy trzy ważne fakty: czas odbywania uroczystości w dniu przesilenia letniego, rola kamieni jako tronów dla dusz oraz kult płodności pól. Budowniczowie menhirów z epoki kamiennej byli jeszcze nomadami, którzy wędrowali ze swoimi stadami. Przy nawiązywaniu kontaktów ze zmarłymi trony dla dusz umieszczone w konkretnych miejscach, np. na skrzyżowaniach uczęszczanych szlaków, z pewnością znacznie lepiej spełniały rolę "miejsca spotkań" niż mniej lub bardziej przypadkowo wybrane miejsca na groby.

Jeśli idzie o życie pozagrobowe i kontakty z zaświatami, to niemal we wszystkich pierwotnych religiach cześć oddawana przodkom łączy się nierozerwalnie z kultem płodności. Popiół z bretońskiego miejsca kultu świętojańskiego kryje w sobie nowe życie dla pól, a kamienne trony dla dusz nawet w bardzo starych tradycjach i przekazach pełnią rolę gwarantów zdrowia i płodności.

Trony dla dusz gwarancją płodności
Odnotujmy też osobliwe kamienie z otworami znajdujące się na Wyspach Brytyjskich, które jeszcze kilka wieków temu miały wielkie znaczenie dla miejscowej ludności. Kamiennemu okręgowi "Men-an-Tol", zwanemu też Crick Stone, w okolicach Morvah w zachodniej Kornwalii wieśniacy przypisują właściwość uzdrawiania rachitycznych dzieci, jeśli trzykrotnie lub dziewięciokrotnie przeczołgają się przez otwór w kamieniu w stronę słońca.

Małe dzieci leczyć też miał wysoki na 2,7 m dziurawy kamień w Constantine Tolven w Kornwalii. W tym celu dziecko przekładano dziewięć razy przez okrągły otwór, za każdym razem od przeciwnej strony.

W Kilchoman na wyspie Islay jest kamień o zagłębieniu w kształcie czary. Jeśli ktoś chce, żeby spełniło się jego życzenie - np. posiadania potomstwa - musi trzykrotnie przesunąć po tym zagłębieniu tłuczkiem moździerza zgodnie z ruchem Słońca po niebie, a na koniec włożyć ofiarną monetę. (Po dziś dzień kościelny z pobliskiego kościoła znajduje w zagłębieniu monety). Niejeden ze starych, magicznych kamieni dopomógł rzekomo zajść w ciążę niepłodnym kobietom, które - w określonej porze - pocierały nagim brzuchem o kamień.

Nie brakuje bynajmniej prób "fizykalnego" wyjaśnienia tych osobliwych zjawisk. niektórzy ze skłonnych do wiary w cuda wieśniaków twierdzą, że kamienie działają jak soczewki skupiające energię kosmiczną czy też pole magnetyczne. tak miałoby być przykładowo z otworem w menhirze Men-an-Tol.

Pozostaje jeszcze do wyjaśnienia związek menhirów z określonymi porami roku i doby. Odpowiedzi dała tutaj współczesna nauka. Na początek zajęto się bodaj najsłynniejszą budowlą megalityczną Europy - Stonehenge. Zespół ten stoi niedaleko miasteczka Salisbury w hrabstwie Wiltshire na południu Wielkiej Brytanii. Mimo iż nadszarpnięty zębem czasu, nadal robi ogromne wrażenie swoim monumentalizmem. Potężne, kamienne słupy sterczą w niebo na płaskim polu; największe osiągają wysokość trzypiętrowego budynku i ważą nawet do 50 t.

Nic dziwnego, że już od dawna zajmowano się tym miejscem, sprawiającym wrażenie sanktuarium wzniesionego w zamierzchłych czasach przez plemię gigantów. Około roku 1600 Stonehenge wzbudziło żywe zainteresowanie króla Jakuba I. Monarcha wysłał swego nadwornego architekta, Inigo Jonesa, celem zbadania ruin. Budowniczy orzekł, iż muszą to być ruiny rzymskiej świątyni.

50 lat później król Karol II wysłał do Stonehenge biegłego w sprawach starożytności Johna Aubreya. Badacz ten opisał przedtem bardzo podobny, choć nie tak imponujący, kamienny krąg z Avebury. Wydawało się więc, że uda mu się rozwiązać także zagadkę Stonehenge. Aubrey sumiennie zbadał menhiry i doszedł do wniosku, że Stonehenge to dawna świątynia druidów.

Druidami nazywano celtyckich kapłanów. Potrafili oni czytać z gwiazd, przepowiadać wydarzenia z wnętrzności zwierząt i lotu ptaków, zajmowali też wysokie urzędy jako doradcy polityczni i sędziowie. W relacjach rzymskich i greckich dziejopisarzy, jak Pliniusz, Diodor czy Tacyt, wielokrotnie wspomina się o druidach. Tylko oni mogli zbudować Stonehenge? Tym samym zagadka pochodzenia tajemniczych kamieni wydawała się rozwiązana. Tylko wśród ludu nadal trwało odwieczne przekonanie, że to Merlin, mądry czarownik na dworze króla Artura, własnoręcznie wzniósł kamienne sanktuarium Stonehenge, a przynajmniej je zaplanował i nadzorował jego budowę.

Obserwacja Słońca 2000 lat p. Chr.
Pewne ważne odkrycie utwierdziło angielskiego badacza z początku XIX w., Wiliama Stukeleya, w przekonaniu, że należy dokładnie obmierzyć druidyjską budowlę.Otóż 80 m od "ołtarza", skalnego bloku w centralnym punkcie kamiennego kręgu, znajdował się pojedynczy wielki kamień, tzw. Heel Stone. Patrząc na ten kamień od strony ołtarza rankiem w dniu przesilenia letniego, widziało się nad nim wschodzące słońce. Czy był to czysty przypadek? Z pewnością nie, ponieważ druidzi od zawsze znani byli ze swoich obserwacji nieba.

W 1901 roku astronom Norman Lockyer postanowił zweryfikować tę teorię. Jeśli jest słuszna, rozważał, to pomiary astronomiczne uzyskane dzięki układowi kamieni w Stonehenge będą tylko w przybliżeniu dokładne. W ciągu tysiącleci orbita Ziemi wokół Słońca uległa bowiem drobnym zmianom, co musi pociągnąć za sobą odchylenia w pomiarach. Stopień odchyleń można jednak bardzo dokładnie określić i w ten sposób obliczyć wstecz datę, kiedy pomiar był precyzyjny. Z obliczeń Lockyera wynikało, że miało to miejsce w roku 1860 p. Chr., z tolerancją plis minus 200 lat. W 1935 roku Herbert Stone powtórzył te astronomiczne obliczenia opierając się na jeszcze bardziej precyzyjnych pomiarach obydwu monolitów i otrzymał w rezultacie rok 1840 p. Chr.

A zatem Stonehenge pochodzi z okresu przedceltyckiego i nie może być świątynią druidów. Czy we wniosku tym nie tkwiła wewnętrzna sprzeczność? W swoich obliczeniach obydwaj astronomowie wychodzili z założenia, że druidyjscy obserwatorzy słońca ustawili kamienie w Stonehenge dokładnie w tym miejscu, gdzie stoją dzisiaj, natomiast wyliczenia wskazywały na okres, kiedy w Anglii nie było jeszcze znających się na astronomii druidów. Specjaliści zaczęli więc powątpiewać w wartość tych wyliczeń.

Był jeszcze jeden argument przemawiający przeciwko tak wczesnemu datowaniu megalitycznego zespołu. Otóż w roku 1923 udało się ustalić, skąd pochodziły potężne kamienie. Było to mianowicie Pembrokeshire na południu Walii, a kamieniołom ten leży ni mniej ni więcej, tylko w odległości 230 km od Stonehenge. W jaki sposób ludzie sprzed niemal 4000 lat mogli rozwiązać tak niezwykły problem transportowy?

Kiedy w połowie naszego stulecia, z chwilą odkrycia metody datowania izotopem węgla C14 pojawiła się możliwość dokładniejszego określenia wieku tajemniczej prehistorycznej świątyni. rezultat był sensacyjny - rok 1847 p. Chr. z tolerancją do 275 lat. Był to wynik niemalże identyczny z tym, jaki uzyskał Stone na podstawie wyliczeń astronomicznych! A więc Stonehenge rzeczywiście pochodziło z okresu przedruidyjskiego i rzeczywiście było obserwatorium słonecznym.

Komputery potwierdzają wiedzę astronomów epoki brązu
To zdumiewające odkrycie sprawiło, że na scenę wkroczył amerykański astronom G.T. Hawkins, który podjął systematyczne badania starożytnej świątyni. Na początek uświadomił sobie, że Stonehenge nie składa się tylko z dwóch kamieni. Może więc nie tylko linia łącząca "Altar Stone" z "Heel Stone" ma jakieś astronomiczne znaczenie. Hawkins raz jeszcze starannie obmierzył wszystkie kamienie zespołu i naszkicował 7140 możliwych połączeń między nimi. Wprowadził do komputera dane astronomiczne związane z tymi liniami i uruchomił program, który miał stwierdzić, czy jakieś określone kierunki powtarzają się częściej, niżby wynikało z rachunku prawdopodobieństwa. I rzeczywiście: komputer Hawkinsa wskazał dla Stonehenge deklinacje ?290, ?240 i ?190 jako najczęściej powtarzające się. Deklinacja gwiazdy jest bardzo istotna dla ustalenia jej pozycji. Hipotetyczna linia łącząca daną gwiazdę ze środkiem Ziemi przecina powierzchnię naszej planety w ściśle określonym miejscu, a geograficzna szerokość tego miejsca jest tożsama z deklinacją gwiazdy. +240 to około roku 1880 p. Chr. deklinacja Słońca w dniu przesilenia letniego, -240 w dniu przesilenia zimowego.

W przeciwieństwie do naszej gwizdy dziennej Księżyc osiąga na swojej dużo bardziej skomplikowanej orbicie nie dwie , lecz cztery ekstremalne wartości deklinacji. Około roku 1800 p. Chr. wynosiły one: +290, -290, +190 i -190!

Hawkins odsłonił rąbek tajemnicy otaczającej Stonehenge. Nie mogło być mowy o przypadku, bowiem prawdopodobieństwo, by przy tej liczbie kamieni właśnie te, a nie inne wartości deklinacji okazały się dominujące, wynosi 1:1 000 000. Tak więc Stonehenge na pewno jest starożytnym sanktuarium Słońca i Księżyca.

Lecz Hawkins nie zadowolił się tymi rezultatami. Rekonstrukcje zespołu pozwalały domyślać się, że jego tajemnica nie polegała wyłącznie na ustawieniu kamieni. Chodziło o krąg utworzony początkowo z 30 potężnych bloków połączonych nałożonymi od góry kamiennymi płytami. W samym jego centrum stało pięć podwójnych bloków, na których spoczywały bloki ułożone poprzecznie, w kształcie podkowy. Te potężne trylitony wyglądały jak bramy cyklopów. No i 56 zagadkowych jam wokół sanktuarium, odkrytych jeszcze przez Aubreya.

Potężne trylitony i otaczający je kamienny krąg rychło odsłoniły swoją tajemnicę. Kiedy kapłan patrzył z wewnętrznego dziedzińca zespołu przez jeden z trylitonów i jednocześnie przez określoną bramę kamiennego kręgu, wówczas, w zależności od kombinacji bramy wewnętrznej i zewnętrznej, wzrok jego padał na konkretny punkt na niebie, odpowiadający jednej ze znanych nam już deklinacji (?290, ?240 i ?190).

Zaćmienia Słońca i Księżyca wyznaczone za pomocą pali
Z jamami Aubreya nie poszło już tak łatwo: nie mogło w każdym razie chodzić o punkty orientacyjne. Hawkins zinterpretował je jako urządzenie służące do obliczeń. Założył, że prehistoryczni kapłani wkładali w te jamy sześć pali w kierunku zgodnym z ruchem wskazówek zegara. Były to jamy nr 10, 19, 28, 38, 47 i 56. Odstępy między palami wynosiły odpowiednio 9, 9, 10, 9, 9 i 10 jam. Każdego roku kapłani przesuwali pale o jedną jamę dalej. Za pomocą tego prostego systemu potrafili z dokładnością do kilku dni przepowiedzieć zaćmienia Słońca i Księżyca. Na przykład, ilekroć pal znajdował się w jamie leżącej na linii łączącej ołtarz z "Heel Stone", należało się spodziewać zaćmienia Słońca w czasie przesilenia zimowego. W ten sposób ustalano przybliżony czas wystąpienia zaćmienia. Dokładny dzień można było potem, zdaniem Hawkinsa, określić za pomocą kamienia lub pala umieszczonego przed jedną z 30 bram kamiennego kręgu i przesuwanego co dzień o jedną bramę, Kiedy ten "księżycowy pal' znalazł się między filarem 30 a 1, a więc znów na linii łączącej ołtarz z "Heel Stone", był to dzień, w którym mogło wystąpić zaćmienie Księżyca. Jeśli pal stanął dokładnie po przeciwnej stronie, należało się spodziewać zaćmienia Słońca.

Nowsze odkrycia brytyjskiego astroarcheologa Alexandra Thoma są tak przekonujące, że nie sposób już wątpić w wyrafinowane obserwacje astronomiczne prowadzone przez naszych przodków. Uczony podjął trud sporządzenia przy użyciu najnowszych technik geodezyjnych dokładnych planów blisko 450 kamiennych kręgów i szeregów znajdujących się dziś na Wyspach Brytyjskich. Zebrane w całym kraju dane wprowadził potem do komputera i w rezultacie wykazał istnienie 48 obserwatoriów Słońca i 23 obserwatoriów Księżyca. na dalszych 50 sanktuariów solarnych i 15 lunarnych można wskazać z dużym prawdopodobieństwem, a dodatkowe 10 solarnych i 4 lunarne musimy uznać za co najmniej możliwe.

Nie był to jednak jedyny rezultat. Komputer odkrył, że astronomowie z epoki brązu obserwowali nie tylko Słońce i Księżyca, ale także większe gwiazdy stałe, takie jak Koza, Deneb, Arktur, Kastor, Spica, Antares, Atair, Polluks i Wega. Thomowi udało się też, na podstawie badań dawnych sanktuariów zrekonstruować kalendarz słoneczny ludzi epoki brązu. Dzielili oni rok na 16 w przybliżeniu jednakowych części, liczących 23, 23, 24, 23, 23, 23, 23, 22, 22, 22, 22, 23, 23, 23, 23 i 23 dni. Rok liczył zatem 365 dni. uwzględniono też dodatkowy dzień w roku przestępnym (co czwartym), wprowadzony do naszego kalendarza dopiero 1,5 tysiąca lat później, w czasach Juliusza Cezara.

Możemy zatem stwierdzić, że przynajmniej budowle megalityczne w Wielkiej Brytanii były czymś więcej niż tylko grobowcami. Tworzyły starannie zaprojektowane obserwatoria astronomiczne i sanktuaria kalendarzowe. Profesorowi Thomowi udało się odtworzyć ich matematyczną konstrukcję i udowodnić, że budowniczowie z okresu neolitu i brązu znali zasadę ujętą w twierdzeniu Pitagorasa. Wykazał też, że stosowali jednolitą, megalityczną jednostkę miary, której nadał nazwę jarda megalitycznego. Liczy ona sobie 82,7 cm z dokładnością ?2 mm i był stosowany w całej Europie.

Zważywszy zbieżność tylu elementów we wszystkich budowlach megalitycznych, nie sposób nie oprzeć się przypuszczeniu, że także poza Wyspami Brytyjskimi wiele z nich mogło stanowić sanktuaria astronomiczne. jednak, jak dotąd, żadnego z obiektów nie przebadano dokładnie pod tym kątem. W połowie lat siedemdziesiątych liczący sobie podówczas ponad 70 lat profesor Thom, po 30 latach badań nad megalitami brytyjskimi, udał się z zespołem, w skład którego weszli również geodeci, do Bretanii i przebadał składające się z tysięcy menhirów kamienne aleje z okolic Carnac. jego oczekiwania spełniły się co do joty. Także i te zespoły niewątpliwie służyły pomiarom astronomicznym.

Obliczenia statystyczne dawno już potwierdziły słuszność hipotezy astronomicznej w odniesieniu do budowli megalitycznych, wciąż jednak nie ma odpowiedzi na pytanie, w jaki sposób przed blisko 4000 lat ludzie epoki brązu, którzy z pewnością nie znali jeszcze pisma, potrafili z taką precyzją rozplanować te monumentalne kamienne zespoły?

Nie rozstrzygniemy tej kwestii, ale zdumiewające dokonania dawnych budowniczych możemy podziwiać do dziś, Wiadomo z całą pewnością, że ludzie okresu neolitu dysponowali nie tylko wiedzą astronomiczną, ale także imponującą znajomością geometrii.
Tekst: [url=mailto:juliettqa@go2.pl]Paulina 'juliettqa' Soból[/url] Źródło: "Ready" Nr 15-16 - marzec-kwiecień 2002
30/07/2005     wojto

Opinie o Wielkie kamienie Dodaj komentarz

Nie mamy jeszcze żadnej opinii :(
Bądź pierwszym, który doda opinię!
Twoja opinia
#0
Podziel się wrażeniami... napisz coś o budowli...
Nasz portal stosuje pliki cookies w celach świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie oraz w celach statystycznych i reklamowych. Korzystając z serwisu, zgadzasz się na użycie plików cookie, więcej szczegółów w naszej polityce cookies. Zamknij